Jeśli Waszą uwagę zwrócił tytuł tego artykułu, to mogliście sobie pomyśleć, że chodzi tu o jakąś prowokację lub może autor będzie Was przekonywał do kolejnego absurdu dietetycznego, jakich obecnie wiele w internecie. Przyznam, że poniekąd jest to prowokacja, ale wprowadzona w dobrej intencji.
Każdy kto podchodzi rozsądnie do żywienia i dietetyki, musi siłą rzeczy przyznać, że jedzenie w fast-foodach do zdrowych nie należy. Wielu zachodnich autorów bez skrępowania nazywa to jedzenie śmieciami. Mają niestety rację. Cóż z tego, skoro takie lokale wciąż cieszą się dużą popularnością. Serwowane produkty wyglądają bardzo apetycznie. Zwłaszcza na obrazkach reklamowych. Na stoliku, gdy leżą przed nami, tracą nieco ze swojej atrakcyjności. Hamburger jest jakiś mniejszy i nieco anemiczny w porównaniu do swojego marketingowego wizerunku. Przy stałym korzystaniu z oferty fast-foodów, nasze ciało też z czasem straci na estetyce.
Jakieś 20 lat temu, gdy dopiero pojawiały się u nas wielkie zachodnie sieci fast-foodów była to dla mnie i moich kolegów oraz koleżanek spora atrakcją. Wracając ze wspólnych wyjazdów wstępowaliśmy do takiego lokalu na hamburgery, szejki czy lody. To wtedy, jeden z moich kolegów w ramach żartu stwierdził, że produkty są przyprawiane „hormonem głodu”, bo po zjedzeniu jednego ma się ochotę na kolejnego i człowiek po każdym czuje się bardziej głodny. Oczywiście coś takiego, jak hormon głodu nie istnieje. Jednak w stwierdzeniu tym było sporo prawdy. Posiłki w fast-foodach są tak komponowane, byś chciał zjeść więcej. Pobudzają niepotrzebnie apetyt i zawierają dużo pustych kalorii, czyli takich, których nie można spalić, ale na pewno odłożą się na brzuchu, a paniom „pójdą w biodra”.
Rodzice zabierają dzieci w takie miejsca i wszystkim wydaje się, że jest to wielka atrakcja. Trudno przecież odmówić, skoro koledzy dziecka chodzą tam regularnie i tak zachwalają. Dobrana odpowiednio gama kolorów reklam i szyldów też wywołuje swoistą presję na podświadomość. Im zaś bardziej rodzice będą zabraniać, tym bardziej będzie się utrwalało pożądanie zakazanego owocu. Nie tędy droga.
Rozwiązanie widzę w tej sytuacji tylko jedno. Nie powinniśmy demonizować tego typu żywienia. Jeśli kusi Cię hamburger z fast-fooda lub Twoje dziecko nie może bez niego żyć, trzeba do sprawy podejść rozsądnie. W końcu dieta to przede wszystkim racjonalne żywienie, a nie odmawianie sobie wszystkiego dla samej idei. Kluczowym słowem jest tu – kontrola. Musisz kontrolować sposób odżywiania. Możesz w swój plan diety wpisać wizytę w fast-foodie pod warunkiem, że będzie ona regularna. Tak – właśnie regularna. Nie idziesz tam zawsze, gdy masz ochotę, a tylko w określonym dniu i o wyznaczonej porze. Najlepiej raz na tydzień lub raz na dwa tygodnie. Taki jeden posiłek nie zniszczy Twojej diety, a rozładuje psychiczne napięcie. Oczywiście rada ta dotyczy tych, których bardzo kusi tego typu jedzenie. Nie lubisz fast-foodów? Tym lepiej. Nie musisz ich odwiedzać.
Wróćmy jeszcze do tytułowych hamburgerów. Wbrew pozorom mogą one być zdrowe i wartościowe. Musisz tylko… sam je zrobić. Wtedy będziesz miał pewność, że zawierają prawdziwe mięso, a nie ma w nich dziwnych dodatków.
Pamiętajmy, że dieta to nie tyle ograniczenia co rozsądek. Dobra dieta ma to do siebie, że nie tylko pozwala schudnąć lub utrzymać właściwą wagę, ale też jest smaczna!
No related posts.
Powiązane wpisy wygenerowane przez wtyczkę Yet Another Related Posts.
[...] winy. Niewiele osób zajada się hamburgerami bezkarnie tj. bez obciążania własnej psyche. Dieta hamburgerowa zdrowa nie jest, nie była i nigdy nie będzie, ale to nie znaczy, że jak ognia musimy unikać [...]