Krytyczne spojrzenie na dietę Kwaśniewskiego cz. 1

„Za, a nawet przeciw”

Już na samym początku muszę uczciwie przyznać, że pisanie o diecie Kwaśniewskiego nie jest zadaniem łatwym. Zwykle opisując jakieś dietę, czy też inne działania prozdrowotne przyjmuje się dwa możliwe punkty widzenia. Pierwszy z nich nawiązuje do badań naukowych i opinii medycznych, a drugi do wypowiedzi i odczuć osób, które omawianą praktykę podjęły. Niestety w ostatnich latach dietetyka to pole wojen i bitew ludzi o bardzo spolaryzowanych stanowiskach. O ile jeszcze niektóre diety można odrzucić lub przyjąć kierując się tylko pewną dozą wiedzy i zdrowego rozsądku, o tyle Żywienie Optymalne, to już niemal pole minowe. W dyskusjach zwolennicy i przeciwnicy przerzucają się nie tylko argumentami naukowymi, ale nawet biblijnymi (sic!). Chyba jest praktyką dość niebezpieczną mieszanie religii do dietetyki, ale od niektórych wypowiedzi już niedaleko do stwierdzenia, że to Bóg nakazał się tak żywić.

Uporządkowanie i systematyka pojęciowa

Trzeba nam dla porządku zacząć od usystematyzowania pojęć. Zauważyłem, że nawet wykładowcy uniwersyteccy omawiający kwestie żywieniowe, mają z tym problem. Często myli się i „wrzuca do jednego worka” dietę dr Kwasniewskiego i dietę Atkinsa, czy wreszcie wszelkie diety niskowęglowodanowe. W praktyce diety te znacznie różnią się od siebie. Nie będę się tutaj zagłębiał w te różnice ani omawiał ich wszystkich. To wymaga odrębnych artykułów, które o ile nic nie stanie na przeszkodzie z czasem się pojawią.
Pozostańmy przy tym, że na pewno dieta Kwaśniewskiego jest jedną z diet niskowęglowodanowych, ale nie każda dieta niskowęglowodanowa to dieta Kwaśniewskiego. Wielu krytyków tego sposobu żywienia nie zadało sobie niestety trudu, by zauważyć tę różnice. Ciągle pojawia się sporo wykładów i artykułów polemicznych, których autorów można jedynie uznać za niedoinformowanych. Mam zamiar krytycznie spojrzeć na Żywienie Optymalne, co nie oznacza, że będę kierował się typowymi uprzedzeniami i utrwalonymi mitami dietetycznymi.

Zalety

Zacznijmy od zauważalnych zalet tej diety. Należy do nich niewątpliwy wkład twórcy w docenianie roli nasyconych kwasów tłuszczowych. Przez lata przestrzegano nas przed nimi niczym w średniowieczu przed diabłem, a jeszcze dziś za odrębne przekonania w tym zakresie można wylądować niemal na stosie. Tymczasem w większości preferowanych dziś diet brakuje właśnie tych kwasów tłuszczowych co skutkuje zaburzeniami hormonalnymi. Jeśli do tego dodać wszechobecną soję, to mamy już całą encyklopedię chorób wypływającą z tego stylu żywienia.
Do kolejnych zalet mogę zaliczyć fakt stwierdzania, ze duże ilości węglowodanów nie są nam potrzebne i to one w dużej mierze, a zwłaszcza cukry proste, są odpowiedzialne za nadwagę, a nierzadko za pojawienie się insulinoodproności i cukrzycę. Biorąc pod uwagę fakt szybkiego spadku wagi ludzi, którzy ograniczyli spożycie węglowodanów, może ten wniosek uznać za wiarygodny.
Na pewno tłuszcz zwierzęcy jest doskonałym źródłem energii. Dla wielu ludzi o wiele lepszym niż węglowodany. Podwyższa też poziom fosforu, co nie pozostaje bez znaczenia dla funkcjonowania naszego mózgu. Istnieją wiarygodne teorie naukowe, które dowodzą, że nasz ewolucyjny rozwój procesów intelektualnych rozpoczął się w okresie zwiększonego spożycia mięsa przez naszych dalekich przodków.
Należy także wziąć pod uwagę fakt, że nienasycone i wielonienasycone kwasy tłuszczowe są nam na pewno potrzebne, ale wcale nie w takich ilościach, jak się obecnie sugeruje. Dla wielu osób oleje i oliwy w zbyt dużych ilościach są nieprzyswajalnie. Nie powinny także służyć do pieczenia, gdyż szybko się utleniają i stają raczej szkodliwe. Lepiej piec i smażyć na maśle i smalcu (o ile już musimy to robić). Coraz więcej badań naukowych sugeruje, że w dobrze skomponowanej diecie proporcje tłuszczów zwierzęcych do roślinnych mają wynosić 2:1.
Ciągle trwają dyskusje na temat błonnika. Według dr Kwaśniewskiego ten składnik pokarmowy nie jest nam zbytnio potrzebny. Tymczasem daliśmy się przekonać, że jest nieodzowny w procesie trawienia. Spotkałem już nawet osoby, które żywią się niemal samym błonnikiem. Jest on nawet dostępny w sklepach ze zdrową żywnością, jako osobny produkt żywieniowy, co już niewątpliwie zakrawa na parodię. Przecież żywimy się, by nasz organizm mógł regenerować uszkodzone komórki i w celu dostarczenia mu energii. Jedzenie czegoś co jest nieprzyswajalne i w dodatku robienie z tego podstawy diety musi z punktu widzenia zdrowego rozsądku być oceniane jako niepoważne.
To tylko jedna strona medalu. Do nasyconych kwasów tłuszczowych, węglowodanów i błonnika powrócę jeszcze przy omawianiu wad przedstawianej diety. Sprawa bowiem nie jest wcale taka prosta.
4,6_S

No related posts.

Powiązane wpisy wygenerowane przez wtyczkę Yet Another Related Posts.

One Response to “Krytyczne spojrzenie na dietę Kwaśniewskiego cz. 1”

  1. [...] z nas z węglowodanów stają się tłuszcze, których nadmiar jest z organizmu usuwany. Czy dieta optymalna  jest zdrowa? Teoretycznie dostarcza nam wszystkich składników odżywczych w odpowiednich ilościach, bo [...]

Leave a Reply